XIX wiekNie ma Wielkanocy bez tego obrzędu. Ta scena oddaje całe jego piękno

Nie ma Wielkanocy bez tego obrzędu. Ta scena oddaje całe jego piękno

Dodano

Tetmajer „bał się zaprosić Matejkę na korektę. Myślał właśnie, że odmienny sposób poglądów i inne zgoła pojęcia dyrektora mogą go do nowożytnego obrazu i jego twórcy zrazić. Bałem się - mówił - że wywali mnie z pracowni. Przyszedł, siedział długo, patrzył na obraz, coś myślał, po chwili powiedział: Widzi pan, wielu ludzi sądzi, że Matejko maluje historyczne stare szmaty, malarz pracowniany nie rozumie nowych prądów, nowego życia. A ja, mój panie, jak jestem u siebie na wsi, nieraz obserwuję, jak wczesnym rankiem obywatelki (chłopów nazywał obywatelami) idą z konwiami po wodę, rzucając poza siebie głębokie, niebieskie cienie. Ja widzę też i słońce i kontrasty cienia odbijającego niebo, tyko że tego nie potrafię zrobić. Mam inne zainteresowania (…). Do was należy powietrze i słońce, ja zaś zostanę ze starymi królami (…). Dobrze, że pan poszedł tą drogą, obraz mi się podoba, proszę go skończyć”.

Jakże wiele z tej opowieści niejako przy okazji „Święconego” możemy dowiedzieć się o Mistrzu Janie i jego pojmowaniu powinności artysty.

W czasach Młodej Polski często tak bywało, że artyści związani ze środowiskiem krakowskim poślubiali panny mieszkające na wsi. Tak było i w przypadku Włodzimierza Tetmajera. Okres ten zwany chłopomanią wypłynął wtedy ze szlachetnych i patriotycznych pobudek, ale jak się później okazało, miał także niebagatelny wpływ na rodzimą sztukę. Ten filolog klasyczny z wykształcenia, miłośnik Horacego, zamieszkuje wraz z żoną w domu strzechą krytym w podkrakowskich Bronowicach Małych. Dzięki temu może bezpośrednio obserwować – jak to ujął Tadeusz Dobrowolski - „w polskiej wsi zjawisko pogodne i bajecznie kolorowe, oazę spokoju zamieszkałą przez dorodny lud, przywiązany do tradycji, a w szczególności do regionalnych ubiorów (...). Jednakże bardziej typowe były dlań realistyczne wieśniacze sceny rodzajowe, związane z rokiem obrzędowym i pracą na roli”.

Jedną z takich scen rodzajowych odnoszących się do tradycji świątecznej uwiecznił na pełnym „bujnej techniki malarskiej” obrazie Święcone w Bronowicach. Dzięki Włodzimierzowi Tetmajerowi i jego małżeństwu Bronowice (obecnie dzielnica Krakowa) stały się najbardziej obmalowaną polską wsią. Zjeżdżała się tu wówczas cała krakowska „malaria” by tworzyć, a później w jego domu odbyło się słynne „Wesele”.

Święta Wielkiej Nocy bez względu na to, czy mieszkamy na wsi czy w wielkim mieście, nie mogą obejść się bez święconego. W Wielką Sobotę wkładamy do koszyczków pisanki, kawałki pieczywa, kiełbas czy ciasta. Tradycja to, ale i rytuał religijny. O tym opowiada ten obraz. Rzecz dzieje się w centrum wsi, a w dali widać bronowickie chałupy. Lud zgromadził się strojnie ubrany wokół kapłana, który ma to jadło świąteczne pokropić wodą święconą. Ten monumentalny obraz znajduje się w Muzeum Narodowym w Krakowie. Przed obejrzeniem tego dzieła proponuję przeczytać opowieść samego Włodzimierza Tetmajera, który piękną polszczyzną tak opisał święcenie pokarmów w Bronowicach.

„Dziewki i dzieci strojne i barwne, jak polnych maków grzędka na płowej ziemi szeregami koło cebrów stają, a przed każdą żółty koszyk ze święceniem, ciemny dzbanek na wodę, którą ksiądz poświęcił. Wesoło już w tym gronie i gwarno, bo krakowskie kobiety milczące stać nie umieją, zwłaszcza jeżeli tak pięknie, jasno i barwnie, jak kwiaty są postrojone. (...) I za chwilę przez tę grzędę pstrych chustek, kwiecistych spódnic i żółtowłosych główek dziecięcych przejdzie biały ksiądz, rzuci w każdy koszyk drobny deszcz wody święconej, pobłogosławi, pogłaska tu i ówdzie dziecko, na końcu szeregów jeszcze się obróci i powie Alleluja”.

Święcone (Święcone w Bronowicach), 1897 rok, technika/materiał: olej/płótno; wymiary: 134 cm x 248 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie.

Czytaj także

 0