XIX wiekZapomniane polskie arcydzieło. Obraz, który „rozsadza płótno”

Zapomniane polskie arcydzieło. Obraz, który „rozsadza płótno”

Józef Chełmoński: Czwórka, 1881 rok, olej/płótno; 275 x 660 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie - Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach.
Józef Chełmoński: Czwórka, 1881 rok, olej/płótno; 275 x 660 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie - Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach. / Źródło: Wikimedia Commons / Fot: Leszek Lubicki
Dodano 1
To jedno z najwybitniejszych dzieł pozostających w polskich zbiorach, jakie stworzył Józef Chełmoński. Mające ponad 6,5 metra długości i ponad 2,7 metra wysokości płótno nie bez przyczyny ma tak potężne wymiary. Zamiar artystyczny był w sumie prosty. Ukazać w szaleńczym galopie zaprzęg czterech koni w ich naturalnej wielkości. Gdy wejdzie się do jednej z sal Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w krakowskich Sukiennicach, to ma się wrażenie, że konie te pędzą wprost na nas. Dzieło to powszechnie uznaje się za szczytowe osiągnięcie polskiego naturalizmu.

Józef Chełmoński naukę malarstwa pobierał najpierw u Wojciecha Gersona w Warszawie, w tzw. Klasie Rysunkowej. Była to jedyna wówczas w Kongresówce szkoła kształcąca w kierunku sztuk plastycznych, jak byśmy dzisiaj powiedzieli - Akademia Sztuk Pięknych. Jednak nie miała ona nic wspólnego z pojęciem Akademia. To była marnie zaopatrzona szkółka, w której praktycznie liczył się tylko jeden człowiek – profesor Wojciech Gerson. Jednak Chełmoński musiał wynieść z niej wiele, przede wszystkim jednak od swojego nauczyciela, skoro zawsze podkreślał, że „jemu jedynemu zawdzięczam wszystko”. Jak pisał listy do profesora, to zawsze zaczynał je od słów: „Ukochanemu, najlepszemu Nauczycielowi”.

Gdy kończy tu edukację wyjeżdża dalej się rozwijać i podejmuje naukę w Akademi Sztuk Pięknych w Monachium. W tych „bawarskich Atenach” odnosił doraźne sukcesy, był nagradzany oraz sprzedał kilka obrazów. Opuszcza jednak to miejsce i via Ukraina wraca do Polski. Osiada na chwilę w Warszawie. Wraz z przyjaciółmi z monachijskiej Akademii, Stanisławem Witkiewiczem i Albertem Chmielowskim (późniejszym św. Bratem Albertem), wynajmują pracownię w Hotelu Europejskim. Artysta ma nadzieję, że w kraju będzie mógł poświęcić się tylko i wyłącznie malarstwu i z niego żyć.

Czytaj także:
Zaginiony grunwaldzki gigant

W tej warszawskiej pracowni maluje kilka obrazów ze scenami zapamiętanymi na Ukrainie, m.in. „Babie lato”. Słynne obecnie dzieło wówczas wywołało u krytyki i widzów wiele kontrowersji. Mówiąc najprościej, jego obrazy nie podobały się. Publiczność - pisze Tadeusz Matuszczak - „raziła wiejska codzienność, tak mało przystojna „prawdziwym” dziełom sztuk przecież pięknych”. Warszawa nie była miejscem gdzie artystów i sztukę ceniono. Obrazowo opisał to Stanisław Witkiewicz:

„Podobno jakieś miasto greckie obległ kiedyś nieprzyjaciel i zgadzał się odstąpić pod warunkiem, żeby mu oddano dzieła sztuki. Grecy odmówili i bili się do upadłego ze świadomością, że bronią największego, najistotniejszego swego bogactwa. Gdyby ówczesną Warszawę spotkał los podobny, nie tylko oddałaby dzieła, ale przerzuciłaby w dodatku ich twórców, jako inwentarz całkiem w ich życiu zbyteczny”.

Aleksander Gierymski, który także czas pewien w kraju przebywał, mówił wprost, że „lepiej być koniem wyścigowym niż malarzem w Polsce”. Zapewne artysta miał na myśli fakt, że elity stołecznego miasta były niezwykle pochłonięte wyścigami konnymi, co obrazowo opisał w „Lalce” Bolesław Prus. Cierpiąc biedę i brak zrozumienia dla swojej sztuki, Chełmoński wyjeżdża w 1875 roku do Paryża. Przebywać tam będzie lat dwanaście. Gdy wraca do kraju, przywozi kilka obrazów, które się tam nie sprzedały, ale monumentalnej „Czwórki” – nie. Pozostawia je w Paryżu. Posłuchajmy teraz Józefa Czapskiego, który był uczniem Józefa Pankiewicza i zapewne od swojego mentora dowiedział się o „Czwórce”:

„W roku 1889 [pisarz pomylił lata – L.L.] Chełmoński wraca do Polski. W Paryżu Pankiewicz i Podkowiński zajmują jego opuszczoną pracownię, olbrzymią parterową salę szerokości 10 metrów (...). Całą jedną ścianę zajmowała „Czwórka”, znajdująca się dziś w Krakowskiem Muzeum Narodowym. Tutaj malował Chełmoński największe swe płótna. Zakupywali je przeważnie Amerykanie, zachwycały je pędzące konie na tle rozległych pejzaży i ludzie w egzotycznych strojach. Z malarzy koni w ówczesnym Paryżu najbardziej cenili amerykańscy kolekcjonerzy Chełmońskiego (...). Chełmoński był wtedy u szczytu powodzenia, zarabiał dużo pieniędzy, przez Paryż stał się sławny w Polsce”.

Czytaj także

 1
  • Klimt IP
    Jak się chcę oglądnąć coś naprawdę niesztampowego to polecam V.A. Gallery - niezwykłe miejsce, które bardzo zachęca tym co ma do zaoferowania w kwestii malarstwa.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0