XIX wiekStolica, której już nie ma. Gierymski podarował Warszawie prawdziwe arcydzieło

Stolica, której już nie ma. Gierymski podarował Warszawie prawdziwe arcydzieło

Dodano 1

Mostu Kierbedzia już nie ma, został wysadzony przez Niemców we wrześniu 1944 roku. Na jego miejscu znajduje się obecnie most Śląsko-Dąbrowski. Artysta pokazał więc niejako przy okazji ciężkiej pracy piaskarzy, różne warstwy społeczne współczesnej mu Warszawy. Aleksandra Gierymskiego ciągnęło nad Wisłę, do „smutnej zaniedbanej dzielnicy biednego miasta, pełnego ruder, miasta nędzarzy, flisaków, piaskarzy, drobnych przekupniów, biedoty żydowskiej, miasta olbrzymich kontrastów”pisał Ignacy Witz. W jego obrazach odnoszących się do tej problematyki siła wyrazu jest niezwykła. Dotyczy to także całej tematyki tego malowidła, ale także i „gdy chodzi o siłę wyrazu każdej postaci, zdawałoby się, przypadkowej, a w istocie w sposób ostatecznie przemyślany umieszczonej w całym mechanizmie obrazu, gdzie każdy element ma swe precyzyjne miejsce. (...) Tacy są też ludzie, przedstawieni wiernie, dokładnie, surowo, a jednocześnie z czułością”zauważa dalej tenże malarz i krytyk sztuki.

Widzenie przez artystę owej rzeczywistości równe jest dokładności rysownika tamtych czasów, który zamieszczał swoje ilustracje w magazynach literackich czy społecznych. Dzisiaj byśmy powiedzieli, że tak dokładne jak obraz z kliszy czy matrycy aparatu fotograficznego ustawionego na dużą głębię ostrości. Wiemy przecież, że artysta często posługiwał się aparatem fotograficznym. Utrwalał nim interesujące go motywy, które później pędzlem przenosił na płótno. Być może i tak było w tym przypadku. Krytyk sztuki, ale i przyjaciel malarza Antoni Sygietyński z wnikliwością dostrzega, że wszystkie warszawskie obrazy Gierymskiego, w przeciwieństwie do tych tworzonych wcześniej w Rzymie czy Monachium są oparte na motywach oświetlenia słonecznego. Światło studiował oczywiście z natury, ale bywały też i historie ciekawsze, jak w przypadku tego obrazu. W owym czasie w Warszawie dwóch młodziutkich malarzy Józef Pankiewicz i Władysław Podkowiński wynajmują pracownię na ul. Kruczej, która miała tę zaletę, że posiadała górne naturalne oświetlenie. Co robi Gierymski, który z nimi się przyjaźni? Znosi do niej całe worki piasku, rozsypuje na podłodze i studiuje jak się na nim rozkłada światło. Bo przecież dla tego obrazu jest to zagadnienie najważniejsze.

Biograf braci Gierymskich, Janusz Bogucki zauważa: „Jest w tym pejzażu i wielka bystrość obserwacji, i ład kompozycyjny, i ogromna rzetelność wykonania. Oddanie zróżnicowanych odcieni szarzyzny na partiach nieba i wody, skomplikowanej gry połysków na drobnej fali, odmiennej materialności piasku, drewna, półcieni koszul - wszystko jest zrobione znakomicie, wszystko składa się na obraz jednolity o określonym charakterze”.

Czytaj także:
Zaginiony grunwaldzki gigant

Jana Matejkę tego typu malowidła w ogóle nie interesowały, liczyło się dla niego przede wszystkim malarstwo historyczne. Ale jak zobaczył owo dzieło, to ponoć powiedział, że obraz ten, to wyśmienita robota malarska. W ustach Mistrza Jana wielki to komplement.

Aleksander Gierymski:Piaskarze, (rok 1887), olej/płótno; wymiary: 50 cm x 66 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie.

Czytaj także

 1
  • Krzysztof IP
    W 19 wieku potrafiono utrzymac żeglUgę na wiśle a dzisiaj 21 wiek , technika a ludzie nie potrafią pogłębić rzeki
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0