XIX wiekMarzenie, które skończyło się śmiercią 20 mln ludzi

Marzenie, które skończyło się śmiercią 20 mln ludzi

Scena przedstawiająca powstanie tajpingów.
Scena przedstawiająca powstanie tajpingów. / Źródło: Wikimedia Commons /
Dodano
Marzenie o Niebiańskim Królestwie Wielkiego Pokoju zakończyło się rzezią, w której zginęło 20 mln Chińczyków. To jeden z najpotworniejszych rozdziałów historii Państwa Środka.

Łukasz Czarnecki

W roku 1838 chińskiemu cesarzowi Daoguangowi z mandżurskiej dynastii Qing coraz więcej problemów przysparzali kupcy z Wielkiej Brytanii. W Kantonie sprzedawali ogromne ilości opium. Za uzyskiwane w ten sposób srebro kupowali chińskie towary, a że z reguły pozostawała im jeszcze spora nadwyżka cennego metalu, chińskie zapasy srebra zaczęły się błyskawicznie ulatniać. Doszło do zawirowań kursu waluty i ogromnego wzrostu podatków, co pociągnęło za sobą serię bankructw chłopskich gospodarstw. Całe rzesze mieszkańców Chin uzależniły się od opium. Urzędnicy masowo ulegali korupcji, a armia zamieniła się w bandę pijaków i narkomanów.

Cesarz wysłał więc do Kantonu wysokiego rangą urzędnika Lina Zexu, któremu nakazał unicestwić handel opium. Ten najpierw spacyfikował chińskich handlarzy narkotyku, a następnie zniszczył 1,4 tys. ton opium należącego do kupców brytyjskich. Wystosował też dwa listy do władającej zamorskimi barbarzyńcami królowej Wiktorii, w których wezwał ją, by wprowadziła dla swych poddanych zakaz wytwarzania i handlu opium. Zamiast odpowiedzi w następnym roku nadpłynęły brytyjskie kanonierki, które rozbiły cesarską flotę, opanowały liczne miasta na chińskim wybrzeżu i wymusiły na Mandżurach podpisanie w 1842 r. upokarzającego Chiny traktatu nankińskiego.

Gdy wkrótce potem na kraj spadły jeszcze susze, powodzie, zarazy i klęska głodu tak straszliwa, że w niektórych prowincjach ludzie umierali wskutek spożywania mąki robionej z kamieni, dla wszystkich stało się jasne, że niebiosa cofnęły swój mandat dla dynastii Qing i nadchodzi czas wielkich zmian.

Stowarzyszenie Wielbicieli Boga

W południowej prowincji Guangdong żył sobie w owym czasie wiejski nauczyciel Hong Xiuquan. Marzył o karierze urzędniczej, lecz nie szczęściło mu się na organizowanych przez państwo egzaminach. W roku 1837, gdy po raz trzeci je oblał, załamał się psychiczne i pogrążył w trwających 40 dni majaczeniach. W ich trakcie miał wizję: został uniesiony do nieba, gdzie napotkał złotowłosego brodatego mężczyznę, który wręczył mu miecz i berło oraz nakazał oczyścić ziemię z demonów.

Po kilku latach Xiuquan znalazł w swoim domu kilka chińskojęzycznych rozprawek o chrześcijaństwie. W efekcie ich lektury zaczął rozmyślać nad swoją wizją z 1837 r. Doszedł do wniosku, że spotkał Boga, który nakazał mu wygnać z Chin diabolicznych Mandżurów i nawrócić swoich rodaków na chrześcijaństwo, a raczej na to, co Hong jako,,chrześcijaństwo” rozumiał, a co było dość dalekie od ortodoksji.

Czytaj także:
Honorowe rozprucie brzucha. Dlaczego harakiri musiało być tak okrutne?

Hong przystąpił do głoszenia zasad nowej wiary. Wspomagał go w tym jego najlepszy przyjaciel Feng Yunshan. Udali się do prowincji Guangxi, gdzie w Górach Ostowych powstała prężnie działająca społeczność znana jako Stowarzyszenie Wielbicieli Boga. Na jej czele stał komitet, w skład którego oprócz Honga i Fenga weszli też Shi Dakai oraz Wei Changhui, Yang Xiuqing i Xiao Chaogui. Shi był osieroconym potomkiem zamożnej chłopskiej rodziny, który co prawda studiował, lecz nie przystąpił do egzaminów, podczas gdy Wei wywodził się z rodu urzędniczego. Yang natomiast był węglarzem analfabetą, a Xiao ubogim chłopem. Tym dwóm bliskim przyjaciołom, którym zależało jedynie na własnej karierze, udało się jednak szybko wybić na czoło ruchu. Yang głosił mianowicie, że również jest prorokiem, a jego ustami przemawia Duch Święty. Dzięki jego darowi przekonywania także Xiao awansował do rangi proroka.

Sekta rozwijała się dynamicznie. Biedaków przyciągała głoszona przez Honga Xiuquana nauka o tym, że w oczach Boga wszyscy ludzie są równi. Każdy, kto przystępował do ruchu, musiał wyrzec się swojego majątku, który był przekazywany do tzw. Świętego Skarbca, służącego zaspokajaniu potrzeb wszystkich członków wspólnoty. Kobietom przyznawano pełne prawa i zakazano krępowania im stóp. Członkowie sekty uważali Mandżurów za wcielenie wszelkiego zła i ostentacyjnie rzucali im wyzwanie, nie podgalając czół i nie nosząc warkoczy, które Qingowie narzucili Chińczykom jako wyraz lojalności wobec dynastii.

Rebelia

Nie potrzeba było wiele czasu, aby nowa organizacja przyciągnęła uwagę państwowych urzędników i właścicieli ziemskich. W kierunku Gór Ostowych podążyły zarówno siły lokalnych milicji, jak i oddziały rządu centralnego. Wielbiciele Boga nie byli jednak małą zahukaną grupką – latem 1850 r., gdy rozpoczęły się walki, wspólnota miała już 30 tys. członków i posiadała własne siły zbrojne liczące około 5 tys. zdyscyplinowanych, przepełnionych fanatyczną wiarą wojowników. W trakcie trwającej pół roku kampanii odnieśli oni wiele zwycięstw nad siłami rządowymi. Sława wyznawców Honga rosła z każdą kolejną bitwą, przyciągając ku nim niezadowolonych z panowania Mandżurów. Jakby Pekin nie miał dość kłopotów, pechowy Lin Zexu, którego młody cesarz Xianfeng [Daouguang zmarł w lutym 1850 r.] wysłał w celu stłumienia powstania na prowincję, po drodze do ogarniętego walkami rejonu odszedł z tego świata.

Dla powstańców coraz jaśniejsze stawało się jednak, że jeśli pozostaną w Górach Ostowych, prędzej czy później padną pod naporem przeciwnika. By skutecznie walczyć z mandżurską potęgą, potrzebowali zasobów, których ich dotychczasowa placówka nie była w stanie dostarczyć. Będąc zbyt biednymi, żeby się bronić, musieli atakować. Dlatego też postanowili zejść z gór i ruszyć ku bogatym terenom nad Jangcy. Uderzywszy na oblegające ich oddziały, przedarli się przez okrążenie i pomaszerowali na północny wschód. 11 stycznia 1851 r. ogłosili powstanie Niebiańskiego Królestwa Wielkiego Pokoju, a od jego chińskiej nazwy Tàipíng Tiānguó zaczęli być od tej pory znani jako tajpingowie. Głową nowego państwa został Hong Xiuquan, którego obwołano Niebiańskim Królem. Pozostali członkowie komitetu również otrzymali tytuły królewskie. I tak Yang, który był już głównodowodzącym tajpingów i zepchnął Honga na pozycję przywódcy religijnego, stał się Królem Wschodnim. Xiao ogłoszono z kolei Królem Zachodnim. Feng został Królem Południowym, Wei – Królem Północnym, zaś najmłodszy Shi Dakai – Królem Pomocniczym.

Rozpoczął się długi marsz, w trakcie którego zdyscyplinowani tajpingowie bez trudu rozbijali zdeprawowane wojska rządowe. O wiele większych problemów przysparzało im zdobywanie miast. Pozbawieni ciężkiego sprzętu z trudem szturmowali fortece, do których chowali się przerażeni żołnierze Mandżurów. Gdy jednak tajpingowie zdobyli dobre uzbrojenie, opanowawszy wielkie magazyny wojskowe, mury miejskie przestały być dla oddziałów rządowych bezpiecznym schronieniem. Niestety, wszystko ma swoją cenę, a w tym przypadku była nią między innymi śmierć Fenga i Xiao, którzy zginęli w trakcie kampanii.

W styczniu 1853 r. tajpingowie zajęli trójmiasto Wuhan, a następnie, wsiadłszy na 10 tys. dżonek, pognali w dół rzeki Jangcy. Mimo swej ogromnej już liczebności poruszali się z nieprawdopodobną szybkością, zwyciężając zaskoczonych ich pojawieniem się Mandżurów. Rysowały się teraz przed nimi dwie perspektywy. Mogli zaatakować nieodległy Nankin, stolicę ostatniej rdzennie chińskiej dynastii Ming, swoisty chiński odpowiednik Krakowa, lub pomaszerować dalej na północ, wprost na Pekin, którego zdobycie byłoby równoznaczne z obaleniem Qingów. Niestety, okazało się, że Yang podobnie jak Hannibal potrafił wygrywać bitwy, ale nie wojny i wybrał pierwszy kierunek. 8 marca tajpingowie dotarli do Nankinu, który padł po 11-dniowym oblężeniu. Przemianowano go na Niebiańskie Miasto – Tianjing – i ogłoszono stolicą Niebiańskiego Królestwa Wielkiego Pokoju.

Tron się chwieje

Zwycięstwa odniesione przez tajpingów okazały się iskrą rzuconą na beczkę prochu. W całym kraju każdy, kto nienawidził Mandżurów, chwytał za broń. W Guizhou bunt podnieśli Hmongowie. W Shandongu doszło do rebelii znanej jako powstanie Nianów, czyli „powstańców z pochodniami”. Na zachodnich krańcach Chin do walki ruszyli muzułmanie. Niespodziewanie Qingowie stracili kontrolę nad większością swego państwa. Pociągnęło to za sobą zmniejszenie wpływów z podatków, co utrudniało opłacenie armii mającej walczyć z powstańcami.

Dodatkowo Mandżurowie wdali się jeszcze w roku 1856 w spór z Wielką Brytanią, co doprowadziło do wybuchu II wojny opiumowej, w której po stronie Brytyjczyków stanęli węszący dobry interes Francuzi. Wojna zakończyła się klęską Mandżurów i podpisaniem skrajnie niekorzystnego dla Chińczyków pokoju 13 czerwca 1858 r. w Tianjinie. Już rok później walki wybuchły jednak na nowo. Władcy Chin ponownie dostali łupnia od angielsko-francuskiej koalicji. Cudzoziemskie armie dotarły aż do stolicy, gdzie puściły z dymem i splądrowały pałac cesarski. Cesarz Xianfeng zawczasu zdążył uciec, pozostawiając w Pekinie swojego brata, księcia Gonga, który miał za zadanie wynegocjować pokój ze zwycięskimi barbarzyńcami. Z zadania tego książę się wywiązał i 24 października 1860 r. zawarto pokój, opierając się na ustaleniach z Tianjinu.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 7/2014
Artykuł został opublikowany w 7/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0