XIX wiekPolski romans Talleyranda. Jak gigant francuskiej dyplomacji pokochał jednooką Polkę

Polski romans Talleyranda. Jak gigant francuskiej dyplomacji pokochał jednooką Polkę

Dodano 3

Historia zna zaledwie parę przypadków takiej kariery w stylu Madame Sans-Gêne. Było to z pewnością najbardziej skandaliczne małżeństwo XIX w. – ślub eksbiskupa z rozwódką.

„Kulawy diabeł” w Warszawie

Powróćmy jednak do Warszawy. Oto 53-letni, utykający książę – druga osoba po cesarzu – roztacza wokół siebie ten niebywały czar dowcipu i niewymuszonej konwersacji. Fluidy afrodyzjaku władzy, fortuny i urodzenia opromieniają ministra. Pięćdziesięcioletnia Teresa Tyszkiewiczowa pierwszy raz w życiu zakochuje się, a dozgonnym wybrańcem zostaje ten trupioblady, wypomadowany, wyperfumowany kuternoga. Mocno podstarzała Maria Teresa staje się jego niewolnicą, agentką, markietanką i hojną sponsorką. Mieszanina uwielbienia i respektu dla realnej władzy oraz kobiecej tkliwości dla kalekiego kochanka jest przepotężna.

Książę przy zielonym stoliku Pod Blachą szybko zaprzyjaźnił się zarówno z siostrzenicą ostatniego króla Polski, jak i z nieodłączną hrabią Vauban. Łączyło ich wspólne uzależnienie od hazardu, nocnego życia i knucia politycznych intryg. Dzięki protekcji siostry i kochanki książę Józef Poniatowski został błyskawicznie 14 stycznia 1807 r. Dyrektorem Wojny w Komisji Rządzącej. Cesarz, by zjednać sobie Warszawę i odwrócić uwagę od niepowodzeń wojennych, rozkazał Talleyrandowi wydawać huczne bale. Warszawa miała się bawić. Kuśtykając po parkiecie, z bolącą nogą, Talleyrand zabawiał polskie damy. Na jednym z pierwszych balów ten wybitny intrygant, podając cesarzowi lemoniadę, przedstawił mu jednocześnie panią Walewską. „To Talleyrand dostarczył mi panią Walewską, wcale się zresztą nie wzbraniałem”– napisze później Napoleon.

Po wyjeździe cesarza Talleyrand rządził Księstwem Warszawskim z Tyszkiewiczową u swego boku. 3 maja 1807 r. „diabeł kulawy” opuścił Warszawę na zawsze. Referendarzowa zasypywała go listami i wyszukanymi prezentami, bo książę wprost uwielbiał dostawać prezenty. Minister milczał jak sfinks i pozwalał się adorować. Wkrótce podążyła ona w ślad za nim.

Długi pani hrabiny

Umiał postępować z kobietami. A był ich cały seraj – od kart i łoża: dwumetrowa (!) księżna Guyonne de Luynes chodząca w łachmanach i klnąca jak poganiacz mułów, zakurzona diuszesa de Fitz-Janes pamiętająca młodość Ludwika XV, księżna Dorota Anna Kurlandzka mająca córkę z niejakim Batowskim, też Dorotę (późniejszą księżnę de Dino, zamężną z bratankiem ministra) – obie panie nie wchodziły sobie w drogę, a gdy starsza znudziła się ministrowi, zamienił ją na młodszą, czyniąc ją spadkobierczynią majątku i nazwiska.

Po odtrąceniu Talleyranda przez jedną z młodszych kochanek książę był bardzo markotny i utykał mocniej niż zazwyczaj, nie maskując kalectwa. „Jak się pan miewa?” – zapytała Tyszkiewiczowa, sama maczawszy paluszki w tym zerwaniu. „Tak jak pani widzi”– odpowiedział sarkastycznie minister, domyśliwszy się wszystkiego.

Cały ten wianuszek razem wzięty warczał i kąsał każdego, kto zabierał im ich „bożyszcze” choćby na chwilę. Tyszkiewiczowa była zazdrosna nawet o usługujące, a za każdą minutę w towarzystwie Talleyranda płaciła dosłownie złotem. Przez prawie 30 lat (z przerwami na służbowe podróże ministra) każdego wieczoru wręczała mu drobny prezent – 500 franków na grę! (dniówka szwaczki wynosiła 1 frank). Dawała mu mieszek polskiego złota ot, tak – jak podaje się komuś krople czy ziółka, a on tak też je przyjmował, z przyzwyczajenia i obowiązku, by przyjaciółce nie zrobić przykrości. Pani referandarzowa sama również w conocnych seansach przegrywała po kilkaset złotych luidorów. Jej długi były horrendalne. Otrzymywała stale kilkusettysięczne donacje od cesarza.

Jako jedyna spadkobierczyni po marszałku Francji Józefie Poniatowskim sprzedała w 1817 r. warszawskie Łazienki Aleksandrowi I, a później pałac Pod Blachą. Dziedziczyła olbrzymie dobra po matce i stryjach. Z polskich i czeskich majątków wyciskała wszystko, co było można, a mimo to ciągle brakowało jej gotówki. W swym szaleństwie zaciągania długów karcianych posunęła się, po wyjątkowo „fatalnej karcie”, nawet do zupełnego moralnego upadku – dwa lata po śmierci księcia Józefa w nurtach Elstery, na publicznej licytacji 1815 r., sprzedała pamiątki po nim (istnieje pięć–siedem szabli, które książę Józef „miał” w chwili śmierci). Miliony ze zrujnowanej wojnami Polski szły do kieszeni „kulawego diabła”.

Oboje z Tyszkiewiczową byli nieuleczalnymi hazardzistami. Żyć to znaczyło dla nich brać i tracić pieniądze.

Łapówki księcia pana

Książę minister znany był też z wymuszania łapówek i świadczenia płatnej protekcji. Był jednak tak sprytny, iż mimo zastawianych pułapek przez ministrów policji i żandarmerii – Savary’ego czy niedoścignionego mistrza Józefa Fouché’a – cesarz nigdy nie zdobył konkretnych dowodów jego winy. Oczywiście były to łapówki na miarę księcia pana i szły w miliony franków, a partnerami intryg oraz manipulacji byli europejscy monarchowie, książęta Rzeszy i bankierzy. Znanych i udokumentowanych afer Talleyranda jest około 40!

Hasłowo wspomnijmy tylko o sprzedaży Luizjany (tak nazywano wówczas cały środek kontynentu Ameryki Północnej – od Nowego Orleanu po Saint-Louis) rządowi USA za zaniżoną sumę 54 mln franków. Początkowo żądano 80 mln. Według niekompletnych archiwów amerykańskich (ktoś zacierał ślady?) Talleyrand dostał do ręki od ambasadora Roberta Livingstona 5–10 mln franków, a Francja zakończyła swoją obecność w Ameryce Północnej. Na politycznej reorganizacji Rzeszy Niemieckiej od poszczególnych suwerenów państewek książę wydusił od 10 do 15 mln franków itd., itp.

Najdłużej ciągnącą się aferą, jaką Francja odziedziczyła w spadku po ministrze, była (jest!) sprawa egzekucji długów od deja Algieru Husajna. Na tym oszustwie minister i jego kontrahenci zarobili około 7 mln franków do podziału, a rzekomo nieściągnięte długi, obraza konsula Francji itd. stały się pretekstem do zajęcia Algierii przez Karola X w 1830 r. W konsekwencji francuska kolonizacja zakończyła się wojną prowadzoną do 1962 r. Do dzisiaj we Francji żyje 2 mln kolonów algierskich, plus ich dzieci i wnuki, oraz około 1,5 mln Algierczyków emigrantów ekonomicznych, których przyrost naturalny i jego konsekwencje finansuje cała UE. A wszystko to z nienasycenia księcia Benewentu.

Talleyrand potrafił domagać się subwencji nawet od cara Aleksandra I i wypominać, że jeszcze nie dostał obiecanych 100 tys. rubli...

Czytaj także:
Paryska Sodoma i Gomora

W jednym sarkofagu

Polityka Talleyranda wobec Polski była wyjątkowo nieprzychylna. Odradzał Napoleonowi stanowczo wskrzeszenie państwa polskiego, proponował Austrii zamianę Galicji na pruski Śląsk (nie mając takich możliwości) itd. Był też głównym reżyserem afery z tzw. sumami bajońskimi, a było to 21 mln franków pożyczonych przez zrujnowane Księstwo Warszawskie Francji, pod zastaw nieściągalnych wierzytelności niemieckich. Układ z Bayonne (1808 r.) nigdy nie został sfinalizowany, a dług Francji wobec III RP (z odsetkami) wynosi dzisiaj około 12 mld dol., licząc po obecnym kursie (cóż za wdzięczne pole do popisu dla ministra Sikorskiego i premiera Tuska na forum UE?).

Talleyrand był zadziwiająco skuteczny politycznie, jago prowokacje polityczne – nawet wobec Napoleona – były bezbłędne. Zawsze posiadał zarówno podwójne ubezpieczenie wobec dalszego rozwoju wypadków, jak i zdolność przeprowadzania zakulisowych intryg na miarę Bizancjum. To Talleyrand był jednym z architektów kongresu wiedeńskiego, gdzie pobita napoleońska Francja zamiast zostać zmiażdżoną i rozszarpaną, wystąpiła jako pierwsza ofiara i zwycięzca, a mocarstwa, które ją podbiły, jako jej partnerzy całkowicie ulegający urokowi ministra Ludwika XVIII. W 1945 r. gen. Charles de Gaulle dokładnie skopiował skuteczne działania Talleyranda. Pobite, kolaboracyjne Państwo Francuskie nagle zmieniło się w IV Republikę, zwycięską Aliantkę, zasiadło do stołu w Poczdamie, dostało francuską strefę okupacyjną Niemiec i Berlina, reparacje wojenne itd.

Związek księcia-ministra i pani referandarzowej litewskiej, życiowych i politycznych hazardzistów, przecięła dopiero nieprzekupna śmierć. Teresa Tyszkiewiczowa miała 74 lata, gdy z woli Talleyranda pochowano ją w sarkofagu rodzinnej kaplicy na zamku Valençay (pogranicze Berry i Touraine – od 1979 r. jest on państwowym obiektem dziedzictwa Francji) „Ta śmierć bardzo jest okrutna dla mnie”– powiedział książę i pierwszy raz widziano go publicznie płaczącego. Nie wiadomo, czy opłakiwał swą przyjaciółkę, czy też użalał się nad samym sobą, widząc, że i jego dni są policzone. Zmarł niedługo po niej, 20 listopada 1834 r. Umierał jak monarcha – publicznie – otoczony dworem i rodziną. Spoczął w sarkofagu obok Tyszkiewiczowej. Stosowne inskrypcje na kamiennych tablicach informują o tym odwiedzających zamek.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 3/2013
Artykuł został opublikowany w 3/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • Robin IP
    Oszust, zdrajca złodziej łapówkarz i typowa franca. Za kasę zrobiłby loda nawet parszywemu psu. Francuski przyjaciel Polski. no i ta szmata...
    Dodaj odpowiedź 6 0
      Odpowiedzi: 0
    • Oglala IP
      Fatalna baba... Czy mając takie możliwości zrobiła w ogóle coś dobrego?
      Dodaj odpowiedź 8 0
        Odpowiedzi: 0
      • Zdzisek IP
        Ta Tyszkiewicz miala na drugie Jachira czy Spurek?
        Dodaj odpowiedź 12 1
          Odpowiedzi: 0