XIX wiekPolski romans Talleyranda. Jak gigant francuskiej dyplomacji pokochał jednooką Polkę

Polski romans Talleyranda. Jak gigant francuskiej dyplomacji pokochał jednooką Polkę

Książę de Talleyrand - obraz François Gérarda z 1808 roku.
Książę de Talleyrand - obraz François Gérarda z 1808 roku. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 3
Jeden z najważniejszych polityków epoki napoleońskiej żarliwie kochał jednooką polską księżniczkę.

Remigiusz Włast-Matusiak

Jeśli „zażyłość uczuciowa” trwała prawie 30 lat i miała miejsce w początkach XIX w., to siłą rzeczy nabywa wszelkich cech romansidła. Gdy jednak bliżej poznamy związek rodzonej siostry księcia Józefa Poniatowskiego z wielkim politykiem francuskim, to możemy uznać go za pasjonującą historię miłosną – prawdziwy romans. Burzliwe losy rodzinne i osobiste naszych bohaterów biegły gwałtownymi meandrami, by przeciąć się w Warszawie roku 1806 i przez następne dziesięciolecia płynąć wspólnie.

Księżniczka Maria Teresa Poniatowska, córka Andrzeja Poniatowskiego (młodszego brata Stanisława Augusta) i hrabianki Herkuli von Kinsky (wywodzącej się z wpływowej katolickiej rodziny zniemczonych Czechów), przyszła na świat w Wiedniu w 1760 r., a jej matką chrzestną była sama cesarzowa Maria Terasa (matka 16 własnych dzieci, w tym Marii Antoniny, królowej Francji). Dwa lata później urodził się jej słynny brat Józef (książę Pepi). W wieku lat 15 została podwójnie księżniczką: Rzeczypospolitej Obojga Narodów i – z łaski cesarzowej – korony czeskiej.

W trakcie jednej z niepohamowanych zabaw z bratem zraniła się w oko. Rana zaczęła ropieć i miejscowy balwierz oko wyłupił, szpecąc wesołą i mądrą dziewczynkę na całe życie. W miejsce oka usiłowano wstawić szklaną protezę, ale ówczesny stan nauki pozwolił jedynie na umieszczenie w oczodole porcelanowej kulki, co robiło na otoczeniu niemiłe wrażenie, a rozmawiający milkli i opuszczali towarzystwo księżniczki. Maria Teresa przez resztę życia maskowała kalectwo wymyślnymi lokami i kapeluszami, ale na wiele się to nie zdało. Rosła na dziką i gwałtowną pannę, poza Pepim nikogo nie lubiła, a gdy po śmierci ojca Stanisław August zabrał półsierotę do Polski, stroniła wręcz od naprzykrzających się kawalerów.

Żona wesołego tłuścioszka

O ile o wszystkich magnackich pannach i matronach pozostało w historii wiele spisanych buduarowych plotek i erotycznych anegdot, to o Marii Teresie Poniatowskiej panuje smutne milczenie i „bolesna” pustka pamiętnikarska. Raz tylko w białostockim pałacu Branickich trzeba było rozebrać kosztowny piec kaflowy, by uwolnić uwięzioną w nim księżniczkę, która schowała się w nim, uciekając przed zalotami podpitego pana starosty mielnickiego. I takie miała panieńskie przygody sercowe siostra słynnego z bujnego życia księcia Józefa i siostrzenica nie mniej kochliwego króla.

Zaniepokojony brakiem afektacji 18-letniej już księżniczki Stanisław August wybrał jej kandydata na męża. Został nim o trzy lata starszy hrabia Wincenty Tyszkiewicz – referendarz litewski, wesoły tłuścioszek niespieszący się do ożenku – przedstawiciel rodziny, którą król obsypywał dochodowymi starostwami i innymi intratami.

Ślub odbył się w 1779 r., młody hrabia Wincenty – wykształcony, doskonały gospodarz, właściciel wielomilionowej fortuny – uwielbiał swoją „ślepaczkę” bezgranicznie, a szczególnie szalone z nią zabawy od południa do świtu. Była to miłość nieodwzajemniona, związek fizycznie nieskonsumowany – nieustający karnawał dziecięcy. Zresztą trudno było o wzajemność, gdyż Wincenty Tyszkiewicz otyły był do tego stopnia, iż „rąk nie mógł spleść na sterczącym brzuchu”. Domownicy i służba wiedzieli też, że jest impotentem, a do jego ulubionych rozrywek należały przebieranki w damskie suknie i wieczorne przesiadywanie na kanapie, gdzie w żartach tłumek okolicznych szlachetek całował go po rękach, a hrabia „wielce ukontentowany niby to odganiał się wachlarzem od natrętów, płoniąc się i udatnie falując piersiami”, wywołując żarty bez końca. W tym czasie pani referendarzowa wolała w męskim przebraniu galopować po polach, polując, ujeżdżając wierzchowce i strzelając do celów. Nic dziwnego, że tak niedobrane stadło szybko zamieszkało oddzielnie, a po czterech latach, bezpotomne (w całym swoim życiu), rozstało się ostatecznie.

W 1790 r. Teresa Tyszkiewiczowa zamieszkała w ogarniętym rewolucją Paryżu, co jako siostrzenica monarchy mogła szybko przypłacić ścięciem, jak Rozalia z Chodkiewiczów, księżna Lubomirska (patrz: poprzedni numer). Pani Tyszkiewiczowa szybko oprzytomniała, widząc, jak pod jej oknem przejeżdżają konne wózki ze skazańcami, i wyniosła się do Brukseli. Tam zawarła znajomość z biedną emigrantką, przekwitającą już, 40-letnią pięknością – hrabiną Henriettą de Vauban (zwaną nad Wisłą Wobanką), późniejszą towarzyszką życia księcia Józefa Poniatowskiego.

W roku 1798, po śmierci króla, Teresa i jej brat Józef Poniatowski stali się jedynymi spadkobiercami olbrzymiej schedy w dziełach sztuki i nieruchomościach, m.in. Łazienek i pałacu Pod Blachą (wcześniej dziedziczyli wielkie dobra po prymasie samobójcy Michale Poniatowskim).

Dalekowzroczny hazardzista

28 listopada 1806 r. w deszczu i błocie cesarz Napoleon I Bonaparte, armia i dwór drogą przez mieścinę Błonie wkroczyli do Warszawy. Na gubernatora Warszawy (i praktycznie ziem polskich) cesarz wyznaczył swojego ministra spraw zagranicznych, Jego Wysokość Karola Maurycego de Talleyranda-Périgorda – Najjaśniejszego Księcia Panującego Benewentu. Przekraczający pięćdziesiątkę książę jako rezydencję obrał sobie pałac Radziwiłłów (w XIX w. Namiestnikowski, dziś Prezydencki).

Już wówczas mówiono i pisano o Talleyrandzie per „diabeł kulawy” lub „kulawy”. Urodził się w 1754 r. w rodzinie noszącej tytuł hrabiów Périgord od roku co najmniej 886, a więc od prawie tysiąca lat. Utytułowani rodzice, zajęci życiem na dworze króla, w dniu chrzcin oddali go na schodach kościoła w ręce mamki z przedmieścia Saint-Jacques. Mając cztery miesiące, Karol Maurycy spadł z komody, na której go zostawiono, lewa stopa uległa wielokrotnemu złamaniu i pozostawiona bez ingerencji chirurga („medyka”) przerodziła się w tzw. stopę szpotawą, skazując przyszłego księcia-ministra na chodzenie w narzędziu tortur zwanym „butem ortopedycznym” – z drewna, drutu i ze skóry.

Rodzice dowiedzieli się o jego kalectwie, gdy miał lat pięć, i pierwszy raz od chrztu raczyli go zobaczyć. Pierwszą osobą, która obdarzyła zainteresowaniem to wątłe dziecko, była prababka, u której w zamku Chalais znalazł się w roku 1760. Mądra, doświadczona kobieta umiejętnie pokierowała jego losem, oddając go dwa lata później do kolegium d’Harcourt. W 1772 r. przyszły minister wstąpił do seminarium duchownego Saint-Sulpice. W wieku 21 lat, jako subdiakon i wybraniec z urodzenia, uczestniczył w koronacji Ludwika XVI (była to jedna z trzech koronacji, w których czynnie brał udział, później były to koronacje cesarza Napoleona I i Karola X – króla ultrasa; był też jedynym oficjelem, który w tych trzech koronacjach asystował.)

W wieku lat 25 otrzymuje święcenia kapłańskie i zostaje wikariuszem generalnym diecezji Reims, a po roku „agentem generalnym kleru” (generalnym maklerem Kościoła we Francji). Uczestniczy w szalonych spekulacjach giełdowych, w tym dotyczących kolonii. Pieniądze i hazard są już dla niego narkotykiem potrzebnym do osiągania najwyższej przyjemności i podniecenia psychicznego, jakiego doznaje przy karcianym stoliku czy w trakcie spekulacji giełdowych.

W 1788 r. zostaje biskupem Autun. Pisze swoje pierwsze doskonałe listy pasterskie. Rok później zostaje deputowanym do Stanów Generalnych, jakże nieopatrznie zwołanych przez Ludwika XVI. Biskup Talleyrand współopracowuje konstytucję i wyświęca konstytucyjnych biskupów (pomysł ten skopiowali komuniści w Czechosłowacji po 1948 r.).

Czytaj także:
„Generał Mróz” wybija Wielką Armię. Rosyjski koszmar Napoleona

W 1792 r. zaczyna się epoka wielkiego terroru i czystek, komuna Paryża wydaje nakaz aresztowania „obywatela biskupa Talleyranda”, który ratując głowę, poprzez Londyn emigruje do Ameryki. W 1796 r., gdy terror zelżał, dostaje zaproszenie do powrotu, a półtora roku później dyrektoriat mianuje go ministrem spraw zagranicznych. Funkcję tę Talleyrand pełnił przez bez mała następnych 30 lat. Jest to niepobity rekord w dziejach Europy.

6 grudnia 1797 r. pierwszy raz spotyka gen. Napoleona Bonapartego i natychmiast uświadamia sobie, iż warto postawić właśnie na niego. W swoim pałacu przy ulicy du Bac (do dzisiaj nie zmieniła ona nazwy) wydał na cześć Bonapartego dwa słynne przyjęcia, będące wprowadzeniem młodego wojskowego w wielki świat, świat animowany przez dalekowzrocznego polityka-hazardzistę.

W 1801 r. papież Pius VII został zmuszony do wydania breveo świeckim stanie eksbiskupa Autun. Wówczas też Talleyrand zawarł ślub cywilny z urodzoną w Indiach (!), rozwiedzioną mieszczką i awanturnicą Katarzyną Grand (separacja w 1816 r.), która została księżną, a wkrótce udzielną księżną Benewentu. Cały cesarski Paryż pospieszył do pałacu Crequi, by składać hołdy nowej księżnej de Talleyrand. Na pochlebstwa zaprzyjaźnionej ambasadorowej dotyczące możliwości finansowych „drogiej księżnej” gospodyni publicznie zakrzyknęła: „Boże drogi, czy myśli pani, że poślubiłam papieża?”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 3/2013
Artykuł został opublikowany w 3/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • Robin IP
    Oszust, zdrajca złodziej łapówkarz i typowa franca. Za kasę zrobiłby loda nawet parszywemu psu. Francuski przyjaciel Polski. no i ta szmata...
    Dodaj odpowiedź 3 0
      Odpowiedzi: 0
    • Oglala IP
      Fatalna baba... Czy mając takie możliwości zrobiła w ogóle coś dobrego?
      Dodaj odpowiedź 4 0
        Odpowiedzi: 0
      • Zdzisek IP
        Ta Tyszkiewicz miala na drugie Jachira czy Spurek?
        Dodaj odpowiedź 9 1
          Odpowiedzi: 0