XIX wiekRosyjska oferta dla Polski: żadnych marzeń

Rosyjska oferta dla Polski: żadnych marzeń

Aleksander I na obrazie Aleksandra Molinariego z 1813 r.
Aleksander I na obrazie Aleksandra Molinariego z 1813 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 25
Rosyjska oferta dla Polski od czasów Katarzyny II do Putina zasadniczo się nie zmieniła: albo dacie się pożreć dobrowolnie, albo was pożremy siłą.

„Gdy chce się pozyskać jakiś ludek kaukaski lub jakiegoś chana perskiego, więcej w to wkłada się starań, jak w pozyskanie Poniatowskiego i jego wojska” – napisał z goryczą książę Adam Czartoryski w roku 1813 do swego, jak sądził, przyjaciela, cara Aleksandra. Ani te gorzkie słowa, ani wszystkie wcześniejsze i późniejsze działanie księcia Adama niczego w stosunku Aleksandra i w ogóle Rosji do Polaków nie zmieniły. Nie dlatego, by były politycznie chybione, nieracjonalne – przeciwnie, koncepcja powiązania interesów polskich z rosyjskimi była w sumie korzystna dla obu stron. Tylko car kierował się w swym postępowaniu zupełnie innymi kryteriami.

Owszem, dwa lata później Aleksander postanowił okazać Polakom łaskawość. Wzbudził tym falę ogromnej nadziei, że Królestwo Polskie (z czasem, liczono, z łaski carskiej i w drodze wyzwoleńczych wojen poszerzone o inne ziemie polskie) stanie się pod berłem rosyjskiego monarchy odrodzoną ojczyzną. Dało się ponieść tym nadziejom wielu bohaterów, którym dziś wolimy tego nie pamiętać. Armię Kongresówki organizował sam bohater naszego hymnu, jenerał Dąbrowski, laudację wiernopoddańczą na koronację Aleksandra jako króla polskiego napisał i wygłosił autor tegoż hymnu Józef Wybicki, a wszystkich bohaterów legionowej i napoleońskiej epopei, którzy radowali się z tej koronacji wraz z nimi, długo by wyliczać. Powszechnie oczekiwano, że konstytucyjnym namiestnikiem nie może zostać nikt inny niż wspomniany Czartoryski, którego wieloletnia praca stała za tym sukcesem. Jednak car ani myślał ufać „Polakowi, co własne ma plany”, wyniósł na to stanowisko żałosnego służalca Zajączka.

Carskiej łaskawości wystarczyło na zaledwie trzy lata. Trzy lata po zaprzysiężeniu konstytucji nominalny król, Aleksander, powiedział swemu bratu Konstantemu: „carte blanche”. Masz w królestwie wolną rękę, rób, co uważasz, konstytucją się nie przejmuj. Zamiast oczekiwanej Polski, traktującej Polaków jak obywateli, okazało się królestwo kacapią, rządzoną polityczną prowokacją, knutem i samowolą czynownika. To przesądziło, że prędzej czy później skończy się ta historia buntem.

Jest ona przyczynkiem do dzieła, o którego napisaniu marzę od dawna: historii wielkich rozczarowań, jakimi nieodmiennie kończyła się każda próba znalezienia rozumnej politycznej ugody z Rosją, nawet przy uznaniu jej za politycznego hegemona. Od Stanisława Augusta Poniatowskiego, przez Czartoryskiego i Wielopolskiego, do Dmowskiego, a bodaj czy i nie Gierka, realizm w myśleniu o Moskwie zawsze przynosił klęskę. I za każdym razem nie z winy Polaków.

Rosyjska polityka historyczna (zresztą współczesna polityka wizerunkowa też) skupiona jest na nieustannym oskarżaniu Polaków o „rusofobię”, wypominaniu rzekomo irracjonalnego antyrosyjskiego nastawienia. Prawda historyczna jest zupełnie inna – w żadnej epoce nie brakło wśród Polaków liderów, którzy chcieli się z Rosją układać albo zgoła chcieli Polskę na Rosji oprzeć. I zawsze to władcy Rosji niweczyli ich starania, i oni to sprawiali, że na wschodnim kierunku najzimniejszy realizm zawsze w końcu okazywał się wariactwem. Jedyną ofertą, jaką dla Polaków mieli, stanowiła bezwarunkowa kapitulacja. Całkowite poddanie się każdemu samodzierżawnemu kaprysowi Moskwy, całkowite wyrzeczenie własnej tożsamości i jakichkolwiek praw – po prostu „żadnych marzeń”, jak to bezceremonialnie ujął car Aleksander II.

Ciąg polskich powstań, obfitość spisków, liczba karbonariuszy, jakich dostarczyliśmy w XIX w. całej Europie – wszystko to nie było przejawem żadnej antyrosyjskiej obsesji Polaków, jaką wmawiają światu putinowscy historycy, tylko zwyczajnie wynikało z braku innego wyjścia. Bo rosyjska oferta dla Polski od czasów Katarzyny II do Putina zasadniczo się nie zmieniła: albo dacie się pożreć dobrowolnie, albo was pożremy siłą. Na taką ofertę mieliśmy tylko jedną racjonalną i realistyczną odpowiedź: strzelać.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 1/2014
Artykuł został opublikowany w 1/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 25
  • Szerszen IP
    Tekst ahistoryczny. Twierdzenie, że Królestwo Polskie było na ówczesnym tle europejskim rządzone despotycznie mija się z prawdą. Teza o nieuchronnosci buntu również.
    Dodaj odpowiedź 5 5
      Odpowiedzi: 0
    • jaga baba IP
      To takie sobie dywagacje. Rzeczpospolita była zbyt silnym Państwem dla wszystkich sąsiadów i już w trzy miesiące po Odsieczy Wiedeńskiej Austria, Rosja, Szwecja, Anglia, Prusy rozpoczęły rozmowy w sprawie rozbiorów. Dla przypomnienie nikt inny tylko Papież na wniosek niemieckiego Cesarza nakazał podział Polski pomiędzy trzech synów i podporządkowanie ich Cesarzowi. Korona Polskich Królów zawsze była źdźbłem w oku niemieckich Cesarzy a to Rycheza ją ukradła i oddała Cesarzowi a to w zamian za świętego z Krakowa Papież przez 300 lat nie uznawał Koron Polskich Królów a to zawsze jakiś problem walki sąsiadów o polska Koronę i zawsze przekupstwem, klątwa a nawet ludobójczymi rzeziami (Wołyń przykładem) blokowano rozwój silnej Rzeczpospolitej. Zapomniano, że bez silnej Polski na jej odwiecznych Ziemiach nie będzie pokoju w Europie - i nie będzie jeżeli Polska nie będzie silna własną Armią i Gospodarką.
      Dodaj odpowiedź 17 2
        Odpowiedzi: 1
      • Ziemkiewicz IP
        E równa się em ce kwadrat.
        Dodaj odpowiedź 0 1
          Odpowiedzi: 0
        • Realista AlB IP
          Bardzo trudno jest zwolennikom polityki powstań zrozumieć, że nie przyniosły nam one niczego, poza stratami najlepszej młodzieży i ograniczeniem autonomii w ramach Rosji, a przedtem zmianą statusu protektoratu na rozbiory i utratę państwowości. Ale doprawdy, czy tak trudno pojąć, że lepsze są ograniczone korzyści polityczne a nawet ich brak, od narodowej hekatomby? Co nam dała śmierć tych Polaków? Poszli nasi w bój bez broni... I co z tego? Polityka realna, dająca korzyści, nie zna pojęcia boju bez broni. Ponowna rosyjska okupacja byłaby dla nas tragedią. Także dlatego, że wychowani w kulcie bezrozumnych insurekcji i uznawania polityki ugody i realizmu za zdradę Polacy organizowaliby partyzanckie powstania, i powstania w miastach. Kilka lat takiej okupacji i naród nasz byłby zagrożony w swej egzystencji. Ale niestety, wielu jest takich, dla których, żeby naród zginął niż "splamił się" ugodą, czy nawet brakiem insurekcji. Zatrważające to. Trzeba rozgraniczyć kult tych, którzy szli bić się za słuszną sprawę, z krytyką tych, którzy wydali im rozkaz w zupełnie nieodpowiedniej sytuacji politycznej. Tymczasem u nas chwałę tych bohaterów wyszarpuje się dla obrony bezrozumnych polityków, którzy nie potrafili myśleć o przyszłości narodu.
          Dodaj odpowiedź 15 10
            Odpowiedzi: 3
          • Realista AlB IP
            Finowie też musieli się na długo wyzbyć marzeń, ale wyzbyli się też dążeń do powstań. Mimo to odzyskali niepodległość wtedy co my, ale bez strat, które my ponieśliśmy w insurekcjach, mając wykształcone narodowo elity.
            Dodaj odpowiedź 16 3
              Odpowiedzi: 1