XIX wiekSadyk Pasza Czajkowski - pisarz i dowódca kawalerii założył osadę dla polskich uchodźców

Sadyk Pasza Czajkowski - pisarz i dowódca kawalerii założył osadę dla polskich uchodźców

Michał Czajkoski
Michał Czajkoski / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Podczas swojego życia trzy razy zmieniał religię, a jeszcze częściej poglądy polityczne. Zasłynął jako popularny pisarz i znakomity dowódca polskiej kawalerii w służbie tureckiej. Założył Adampol - polską osadę w Turcji, która istnieje do dziś. Na koniec został zwolennikiem panslawizmu i odrzucony przez wszystkich popełnił samobójstwo w wieku 82 lat.

Michał Czajkowski, herbu Jastrzębiec, był jedynym synem Stanisława, podkomorzego żytomierskiego i Petronelli z Głębockich. Na świat przyszedł 29 września 1804 r. we wsi Halczyniec na Wołyniu, gdzie jego rodzice posiadali majątek ziemski.

Ojca właściwie nie pamiętał, Stanisław zmarł bowiem, gdy Michał był jeszcze małym dzieckiem. Matka nie wyszła ponownie za mąż – poświęciła się wychowaniu dzieci (miała jeszcze sześć córek) i gospodarowaniu majątkiem.

W przyzwoitej szlacheckiej familii nie mogło oczywiście zabraknąć różnego rodzaju oryginałów. Dziadek Michała po kądzieli Michał Głębocki był klasycznym przykładem sarmaty: zarozumiałym, aroganckim, wielkodusznym i okrutnym.

„Wystarczyło tylko dotknąć jego miłości własnej – wspominał Michał Czajkowski – a jak prawdziwy odyniec rzucał się przed siebie, niszcząc wszystko, co mu na drodze stanęło”.

Głębocki był jednak patriotą i gdy po wojnach napoleońskich ujrzał jednego ze swoich synów w rosyjskim uniformie, bez wahania strzelił do niego z pistoletu. Nie trafił, kula przebiła tylko kołnierz munduru, ale syn aż do śmierci ojca nie ośmielił się pokazać mu na oczy.

Innym oryginałem był stryj Michała Kajetan Czajkowski. Chociaż był bardzo bogaty, uchodził za patologiczną sknerę.

„Ze skąpstwa nie ożenił się – twierdził jego bratanek. – Ze skąpstwa w majątkach swoich, we wspaniałych domach, na strychach urządzał składy zboża, a na dole cielętniki. Sam mieszkał w nędznej lepiance”.

Michał Czajkowski uczył się w prywatnej szkole w Berdyczowie, a następnie u pijarów w Międzyrzeczu Koreckim. W wieku 16 lat trafił do Warszawy, aby na miejscowym uniwersytecie studiować prawo. Naukę zakończył jednak już po kilku miesiącach z powodu śmierci matki.

Zgodnie z obowiązującymi obyczajami Michał miał odziedziczyć trzy czwarte majątku, natomiast reszta powinna przypaść jego siostrom. Chłopak zadziwił jednak otoczenie, kiedy zażądał równego podziału. Gest Michała docenił nawet jego stryj Kajetan Czajkowski. Stary skąpiec zapisał mu bowiem w testamencie znacznie większy spadek niż innym krewnym.

Kierunek – Paryż

Jak na patriotę przystało, Michał wziął udział w powstaniu listopadowym. Służył w Pułku Jazdy Wołyńskiej, dowodzonym przez swojego szwagra Karola Różyckiego. Długo jednak nie walczył, powstanie zakończyło się bowiem klęską i jazda wołyńska przekroczyła granicę austriacką.

Po kilkumiesięcznym pobycie w Galicji zdecydował się na emigrację. Udał się do Francji, jednak – jak na eleganckiego panicza przystało – podróżował w komfortowych warunkach. Na tułaczkę wyruszył eleganckim powozem, zabierając ze sobą ulubionego wierzchowca i dwa charty.

Rząd francuski traktował jednak powstańców z rezerwą i Czajkowskiego internowano w Bourges. Trafił tam w świat emigracyjnych kłótni, do środowiska ludzi rozczarowanych klęską. Na porządku dziennym były pojedynki (czasami ponad 30 w miesiącu), usiłowano nawet zamordować Józefa Bema. Jeden z oficerów strzelił do niego, kula odbiła się jednak od pięciofrankowej monety, którą generał miał w kieszeni.

Czajkowski był w lepszej sytuacji niż inni emigranci. Miał jeszcze pieniądze, a do tego otrzymał obietnicę stałych subsydiów od rodziny z Wołynia. Bywał we francuskich domach, poznał tam zresztą dziewczynę, z którą się związał. Była nią „młodziutka i ładniutka” Leonida Gabaret, córka miejscowego architekta. W polskim środowisku Leonidę uważano jednak za osobę niewykształconą, a Władysław Mickiewicz nazwał ją nawet „jakąś praczką”. Zapewne nie była równorzędnym partnerem umysłowym dla Michała, jednak on nie szukał wówczas intelektualnego porozumienia. Uważano go za „lowelasa” i „bawidamka”, prowadzącego rozrywkowy tryb życia.

„[…] nie wiem, jak go nazwać – pisała zgorszona generałowa Małachowska – bo to ani to, ani owo, jest trzpiot i koniec. Dziwne stworzenie, ciągłą walkę ze mną toczy o kobiety Polki, że nic niewarte, że tylko Francuzki podobać się mogą etc. Najlepiej zostawić go przy jego zdaniu i nie zważać, co plecie”.

Niebawem jednak Czajkowski zmienił swoje zachowanie. Obiecane subsydia z Wołynia nie nadchodziły i młody emigrant musiał poszukać źródła utrzymania. I kompletnie miał zaskoczyć otoczenie.

Powieściopisarz pan Michał Czajkowski

W Paryżu poznał dziennikarza Jana Czyńskiego, który skontaktował go z wydawcą pisma „La Réformateur”. Podobno obu panów urzekły gawędy Michała o Ukrainie i dostrzegli w nim materiał na dobrego pisarza. Zachęcany do prób literackich Czajkowski przygotował pierwsze teksty i błyskawicznie odniósł sukces.

„La Réformateur” drukował jego opowiadania i felietony, publikował również w „Les Tribunaux” i „Revue du Nord”. Opracowywał hasła o Kozakach i Kirgizach dla słownika Francuskiego Instytutu Historycznego, jako specjalista od spraw Europy Wschodniej wygłaszał referaty. I zaczął wreszcie pisać w ojczystym języku.

„Spotkałem się z Adamem Mickiewiczem – wspominał po latach – który namawiał mnie, abym pisał po polsku, mówiąc, że to nie do wybaczenia, abym marnował swój talent we francuskich opowiadaniach”.

Wieszcz miał racje, „Powieści kozackie” (1837) zostały entuzjastycznie przyjęte. Ogromną popularność uzyskała również powieść „Wernyhora”, a sława Czajkowskiego dotarła nawet do kraju.

„Czytałem »Wernyhorę« – zachwycał się jeden z czytelników z Galicji – jeżeli można, z większym jeszcze upodobaniem jak piękne »Powieści kozackie«. Rzadki dar posiada autor wzbudzania i utrzymania w wysokim stopniu ciekawości aż do końca – jakowaś tajemniczość rozlana po całym opowiadaniu wiele się do tego przyczynia i powoli dusze nasze przysposabia, w niewypowiedziane uczucie przesądza – wiary do przepowiedni wieszcza – tak, iż mało kto, zaręczam, choćby największy niedowiarek, przeczyta słowa Wernyhory, zręcznie na zakończenie postawione, bez wzruszenia”.

Komercyjny sukces odniosły również kolejne powieści: „Kirdżali”, „Ukrainki”, „Stefan Czarniecki”, „Hetman Ukrainy”, a pan Michał umiejętnie dyskontował popularność. Rozpoczął stałą współpracę z poznańskim „Tygodnikiem Literackim”, gdzie publikował swoje powieści w odcinkach (pięć dukatów w złocie za arkusz), pisywał również dla „Przyjaciela Ludu”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2013
Artykuł został opublikowany w 2/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Więcej historii