XIX wiekPolacy w Alamo. Powstańcy listopadowi w jednej z najsłynniejszych bitew w historii USA

Polacy w Alamo. Powstańcy listopadowi w jednej z najsłynniejszych bitew w historii USA

Obraz
Obraz "Upadek Alamo" Roberta Jenkinsa Onderdonka / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 17
Pietrasiewicz przerzucał szablę z ręki do ręki i za kark wciągał każdego Meksykanina na mur, by rozpłatać mu głowę. Tak walczyli weterani powstania listopadowego w jednej z najsłynniejszych bitew w historii USA.

Posępna muzyka dobiegająca z obozu meksykańskich żołnierzy nie pozwalała zmrużyć oczu mieszkańcom Teksasu, zgromadzonym w Alamo pod San Antonio, którzy zapragnąwszy uniezależnić się od Meksyku, ledwie trzy dni wcześniej ogłosili swoją niepodległość. Jeden z nich rozpoznał melodię starej pieśni, której słowa mówiły o podrzynaniu gardeł pokonanym wrogom. Nazajutrz, wczesnym rankiem 6 marca 1836 r., Meksykanie uderzyli na tę niewielką twierdzę. Bohaterstwo jej obrońców, którzy wówczas zginęli co do jednego, jest czczone po dziś dzień i nie przesadza Waldemar Łysiak, gdy pisze, że „datę tę każde teksańskie dziecko zna od kolebki, a każde amerykańskie od pierwszej klasy w szkole”.

Alamo, które zasłużyło sobie na miano amerykańskich Termopil (i „Kolebki Teksasu”), nie powinno być jednak obojętne także polskiemu sercu. Wśród jego obrońców była bowiem garść Polaków – weteranów powstania listopadowego, którzy znaleźli się na drugiej półkuli i tam też, broniąc wolności innych, znaleźli grób.

Z Galicji do Ameryki

Po klęsce powstania listopadowego tym żołnierzom polskim, którzy od razu nie udali się na emigrację na zachód Europy i nadal pozostawali w zaborze austriackim, zagroziło wydanie w ręce władz rosyjskich. Złożyli oni wówczas petycję na ręce Austriaków, by pozwolili im pozostać w Galicji. Ci jednak się na to nie zgadzali, a po klęsce wyprawy Józefa Zaliwskiego do zaboru rosyjskiego w 1833 r. część polskich weteranów aresztowano i wywieziono do twierdzy w Brnie, skąd mieli powędrować do zaboru rosyjskiego, a stamtąd na Syberię. W tej sytuacji jeden z przywódców polskiego uchodźstwa politycznego, książę Adam Jerzy Czartoryski, udał się do Wiednia i w osobistej rozmowie z cesarzem Franciszkiem II otrzymał zgodę na to, by tym powstańcom, którzy nie mieli w zaborze austriackim rodzin i zajęcia, pozwolić na wyjazd do innego państwa. Rzecz jasna książę chciał, by udali się do któregoś z krajów zachodnioeuropejskich, w najgorszym przypadku do francuskiego wówczas Algieru. Cesarz, za podszeptem któregoś ze swoich zauszników, zdecydował jednak, by polskich żołnierzy przymusowo wywieźć do Stanów Zjednoczonych. Tego, że nie znali angielskiego i innego zajęcia niż wojaczka, nie wzięto pod uwagę.

W listopadzie 1833 r. Polaków zaokrętowano w Trieście na dwa statki – „Guerrero” oraz „Hebe”. Pierwszą nazwę nadano na cześć bohatera walki o niepodległość Meksyku przeciw Hiszpanom („Guerrero” to obecnie jeden z meksykańskich stanów), druga była imieniem mitologicznej bogini młodości. Z 234 żołnierzy i oficerów, którzy znaleźli się pod pokładami, niektórzy służyli jeszcze u Napoleona Bonapartego i w Armii Księstwa Warszawskiego. Był wśród nich także amerykański lekarz Paul Fitzsimmons, który w czasie powstania wstąpił ochotniczo do 9. pułku piechoty i dzieląc los Polaków, w tak niespodziewany sposób wracał do swojej ojczyzny.

28 marca 1834 r. powstańców wysadzono w Nowym Jorku. Byli pierwszą tak dużą zwartą grupą Polaków, która przybyła do Stanów Zjednoczonych. Natychmiast wysłali petycję do komitetu pomocy powstaniu listopadowemu, powstałemu z inicjatywy Jamesa Fenimore’a Coopera, znanego amerykańskiego pisarza, autora „Ostatniego Mohikanina”, zawiadamiając o swoim przybyciu. Dzięki temu komitet szybko wystarał się dla nich o prawo osiedlenia się w Ameryce, a nawet niewielki, bo 33-dolarowy zasiłek.

Na nowojorskich ulicach polscy żołnierze wzbudzili dużą sensację. Jak pisał Wiesław Fijałkowski: „Polacy bowiem nosili ćwierćmetrowej wysokości wojskowe kaszkiety, nierzadko ozdobione pieczołowicie przechowywanymi piętnastocentymetrowymi kitkami oficerskimi i blachami srebrnych orłów”. Dlatego ich adaptację do amerykańskiego społeczeństwa rozpoczęto od podarowania im ubrań cywilnych.

Pobyt w Nowym Jorku był dla większości przejściowy. Wkrótce liczna 70-osobowa grupa wyjechała do Illinois, gdzie otrzymała ziemię i zaczęła wieść żywot farmerski. Ledwie 17-letni porucznik August Jakubowski, syn Antoniego Malczewskiego, poety romantycznego, autora słynnej „Marii”, szybko nauczył się angielskiego, napisał pierwszy polski wiersz o Indianach, a potem książkę – „Wspomnienia polskiego wygnańca”. Zawierała ona szkice z historii, literatury i obyczajów polskich, przede wszystkim wschodnich ziem polskich, a także kilka tłumaczeń z Mickiewicza i Malczewskiego, które zadedykował damom z Ameryki. Uzyskany ze sprzedaży dochód przeznaczył na wyjazd do Meksyku, gdzie od lat w armii tego państwa służył jego stryj Konstanty Malczewski. Za Jakubowskim pojechało jeszcze kilku oficerów. Z kolei równie młody porucznik Józef Truskolaski dzięki pomocy Coopera ukończył studia inżynieryjne i osiadł w Utah. Jeszcze inni zakładali szkółki sztuk pięknych, tańca, szermierki lub jazdy konnej, w których wykorzystywali umiejętności wyniesione ze swoich szlacheckich domów.

Wielu jednak czekały tylko dorywcze prace w porcie, które równały się głodowi i poniewierce. Nic dziwnego, że kiedy w mieście pojawili się werbownicy do oddziałów, które miały walczyć w dążącym do uwolnienia się spod władzy Meksyku Teksasie, Polacy, chociaż mieli mgliste pojęcie, kto z kim i o co się bije, odpowiedzieli na ten apel. Co prawda jeden z przywódców tej grupy, por. Feliks Andrzej Wardziński ze słynnego Czwartego Pułku Piechoty, bijący się z Moskalami przez całe powstanie, począwszy od walk o Arsenał w czasie nocy listopadowej, proponował, by wszyscy wstąpili do jednego oddziału. Tak się jednak nie stało, gdyż werbownicy działali bez porozumienia ze sobą i – ostatecznie – Polacy zasilili różne oddziały. Pewna część wybrała zupełnie inny kierunek, zgłaszając się do oddziałów ochotniczych, usiłujących podbić indiańskich Seminolów na Florydzie.

Na murach Alamo

W nielicznej grupie Polaków, którzy trafili pod rozkazy niespełna 25-letniego płk. Williama Barretta Travisa, byli trzej artylerzyści: ppor. Napoleon Dembicki, Adolf Pietrasiewicz i jego starszy brat Franciszek Pietrasiewicz. W dniu 12 grudnia 1835 r. wzięli udział w zdobyciu niewielkiej twierdzy El-Alamo, założonej w budynkach dawnej misji zakonu franciszkanów pod wezwaniem św. Antoniego, której nazwa pochodziła od ocieniających ją drzew alamo. Zajęcie Alamo było w części zasługą Dembickiego, który uniemożliwił Meksykanom użycie artylerii. Wówczas ich dowódca, spodziewając się, że armaty wpadną w ręce Teksańczyków, rozpoczął pertraktacje, po których zgodził się wycofać z twierdzy. Teksańczycy obsadzili Alamo, jednak już w końcu lutego 1836 r. nowa liczna armia pod osobistym dowództwem prezydenta Meksyku gen. Antonia Lopeza Santa Anny otoczyła twierdzę. 5 marca Meksykanie pozwolili opuścić Alamo kobietom i dzieciom. Było pewne, że następnego dnia rozpocznie się szturm.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 7/2015
Artykuł został opublikowany w 7/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 17
  • Obserwator IP
    Prawdziwe historie proszę przeczytać w książkach takich jak: ,,Baśń jak niedźwiedź. Historie amerykańskie", autora: Garbiel Maciejewski, słynny bloger ,,Coryllus". Tam jest cała plejada wspaniałych książek (www.coryllus.pl). Wspaniały cykl z serii: ,,Baśń jak niedzwiedź..." ect. Wziąłem książkę do ręki aby przeglądnąć przez chwilę i złapałem się na tym, że przeczytałem jednym tchem ..całą! Wspaniałe historie.
    Dodaj odpowiedź 1 2
      Odpowiedzi: 0
    • Chanuka IP
      Takie porządne, rzetelne artykuły aż się miło czyta!
      Dodaj odpowiedź 13 1
        Odpowiedzi: 0
      • Karol IP
        Teksas,podobnie jak Kalifornia,Nowy Meksyk były częścią państwa Meksyk (serial Zorro np.rozgrywa się w Kaliforni ) Amerykanie (imigranci z Europy )parli na zachód Ameryki jak Niemcy na Pomorze czy Śląsk lub Polacy na Podole.Meksykanie bronili swojego państwa podobnie jak Ukraina broni dziś swojej integralności przed agresją prorosyjskich separatystów.Udział Polaków w tej agresji podobnie jak legionistów Dąbrowskiego w tłumieniu powstania czarnych niewolników na Santo Domingo nie jest powodem do chluby chyba,że z punktu widzenia Kalego.
        Dodaj odpowiedź 8 15
          Odpowiedzi: 1
        • Szacki IP
          Dla Polski nie miało to żadnego znaczenia, więc nie ma się czym specjalnie podniecać.
          Dodaj odpowiedź 7 10
            Odpowiedzi: 0
          • płaszczak IP
            aż dziw, że się nie okazało, że w bitwach pod Alamo, Goliad czy Gonzales dowodził jakiś przodek kaczyńskiego :)
            Dodaj odpowiedź 8 39
              Odpowiedzi: 1
            • R---- IP
              Dębicki jest w wykazie jako N. Debichi
              Dodaj odpowiedź 13 0
                Odpowiedzi: 0
              • Ignis IP
                Czy ktoś może poprawić, dopisać w wiki nazwiska polskich obrońców?
                https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Alamo_defenders - jest tylko jeden z Pietrasiewiczów, ale nazwisko zapisane fatalnie
                Dodaj odpowiedź 14 0
                  Odpowiedzi: 0
                • Skrzypek na dachu IP
                  Brawo Texas Brawo USA .
                  Dodaj odpowiedź 18 5
                    Odpowiedzi: 0
                  • Bogdan IP
                    HYMN POLSKI .
                    youtube
                    Dodaj odpowiedź 14 3
                      Odpowiedzi: 1
                    • mr.off IP
                      Nieszczescie w tym, ze na tych spod Alamo co przerzucali szable z reki do reki powoluja sie dzis polityczni opryszkowie/hosztaplerzy z PiS podrzynajacy gardlo polskiej demokracji.

                      Ku chwale mrzonek o potedze Pana Prezesa.
                      Dodaj odpowiedź 11 59
                        Odpowiedzi: 4

                      Więcej historii