XIX wiekTajemnica przedśmiertnego autoportretu Matejki. 125. rocznica śmierci Mistrza

Tajemnica przedśmiertnego autoportretu Matejki. 125. rocznica śmierci Mistrza

Dodano 6

Dzięki sekretarzowi Matejki, Marianowi Gorzkowskiemu, który był obecny przy „pertraktacjach” hrabiego z artystą, wiemy dokładnie, jak rzecz się miała. Opisał to spotkanie w swoich pamiętnikach. Pozwolę sobie zacytować dłuższy fragment, dzięki któremu wyjaśni się, dlaczego Mistrz Jan podjął się tego zadania, a przy tym pozwoli nam choćby trochę poznać osobę artysty (pisownia oryginalna):

„Dnia 28 marca (1892 roku – przyp. red.) zjawił się do mnie hr. Ignacy Milewski, przybyły z Wilna: osoba pokaźna, bardzo majętna, dumnego wejrzenia, śmiała i pewna siebie! Na wstępie prosił mię, abym go zaprowadził, do pracowni Matejki, bo chce zamówić obraz u niego; wziąwszy więc klucze, zaprowadziłem go do pracowni, przedstawiłem Matejce, który go nie znał i ze zdziwieniem spostrzegłem, żc hrabia okazywał wielkie uczczenie! Bardzo mi jest zaszczytnie, rzekł, poznać osobiście wielkiego mistrza! Przybywam tu prosić go, o namalowanie portretu. Jakiego portretu? zapytał Matejko. Proszę mi namalować swój własny portret, rzekł on, siebie samego, ale koniecznie z paletą w ręku! Zdziwiony Matejko, zaczął się zrazu uśmiechać, bo głos hrabiego bardzo donośny, śmiały, zuchwała twarz, były niezwykłe; po chwili namysłu, Matejko rzekł jemu, jabym rad chętniej malował portret hrabiego! Nie, odpowiedział Milewski, ja bardzo proszę o portret mistrza! Po różnych małych i urywanych rozmowach, Matejko spytał go w końcu, jakich rozmiarów, ma być ten portret? Milewski wskazując, na stojący w pracowni i gotowy już portret Alfredowej Potockiej, rzekł prędko, tych samych rozmiarów co ten portret! No dobrze, odpowiedział Matejko, ja na to jestem, abym malował, co kto zażąda, chociaż mówiąc otwarcie, robota będzie mi przykra, bo ja sam siebie nie lubię! Wieleż to może kosztować? spytał badawczo Milewski. Jeżeli za portret ten, Alfredowej Potockiej, ja biorę pięć tysięcy, to za mój własny, chciałbym o wiele więcej, odpowiedział Matejko, a zwróciwszy się do mnie, począł w ukryciu uśmiechać się nieco. No! wieleż więcej? spytał Milewski. Wówczas Matejko zaśmiał się głośno i dobrodusznie patrząc w oczy powiedział, także pięć tysięcy! Przy wymówieniu ostatnich wyrazów, Milewski chwycił go za rękę i klaszcząc po dłoni, rzekł mu, więc zgoda! Potem wszczęła się znowu osobna rozmowa, aby w portrecie była koniecznie paleta z pędzlami, by sama postać był stojąca i.t.d. Ta ostatnia rozmowa niecierpliwiła Matejkę, który hrabiemu nadmienił, żc trzeba dać trochę swobody samemu artyście, szczególnie pod względem pomysłu, bo tak zwykle robi się! Po wyjściu z pracowni, Milewski zeszedł do mnie, zostawił zadatku na portret tysiąc złr., które Matejce bardzo się wtedy przydały, bo potrzebował.

Tak więc Matejko namalował swój portret własny w przeciągu dwóch miesięcy dla pieniędzy, których bardzo często mu brakowało. Mógł być nadzwyczaj zamożnym, ale nie dbał o to. Cel jaki sobie postawił był wyższy. Dlatego często z pokazów swoich dzieł uzyskane zyski przeznaczał na biednych, czy też darowywał swoje monumenty narodowi polskiemu lub Watykanowi, jak to miało miejsce z „Sobieskim pod Wiedniem”.

Przypomnijmy - Matejko miał wtedy niespełna pięćdziesiąt cztery lata. Na obrazie widać jednak starca, i to nie z powodu tego, że w owych czasach ludzie szybciej się starzeli. Bo to był „drobny posturą tytan kolosalnej pracowitości”. A jednak oczy są jeszcze błyszczące i żywe. Bardzo pięknie opisał ten autoportret Szymon Kobyliński. Posłuchajmy:

Matejko tedy ukazuje siebie, a zarazem wszystkich twórców ojczystego dorobku, we wnętrzu pracowni, przy warsztacie. Wszakże nie w chwili roboty, ale zadumy, refleksji, podsumowania wszelkich trudów twórczych. Stoją tam więc pod ścianą jakieś – może już ukończone, może dopiero zamierzone – obrazy, leżą sfatygowane pędzle i paleta ze świeżymi farbami, akt kreacji trwa, nie skończył się, nastąpią dalsze prace. On sam, kto wie, czy nie w przeczuciu nadchodzącej już śmierci z wyczerpania, daje odpocząć na chwilę steranym, utrudzonym dłoniom. Niebawem – już na zawsze.

Ignacy Korwin-Milewski po I wojnie światowej bankrutuje. Hulaszczy tryb życia, żona i kochanki wypijają z niego co się da. Dochodzi do tego udar mózgu, kryzys ekonomiczny, utrata majątków, które teraz już leżą na terenie Rosji, więc – aby nie upaść do końca finansowo – wyprzedaje całą swoją kolekcję. Wybitne obrazy polskich malarzy trafiają w różne ręce. Interesujący nas zbiór autoportretów artystów z paletą w dłoni, w tym opisany Jana Matejki, skupuje później Muzeum Narodowe w Warszawie. Portret własny Mistrza Jana zawieszony jest w Sali Matejkowskiej, obok „Stańczyka”, gdzie oczy zwiedzających kierują się przede wszystkim na olbrzymich rozmiarów „Grunwald”.

Jan Matejko: Autoportret, 1892 rok, olej/płótno; wymiary: 160 x 110 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie.

Czytaj także

 6
  • Adamigo IP
    Kolejny przykład potęgi polskiej kultury, tej przez niekoniecznie wielkie "K". Z urodzenia pół-Czech, pół-Niemiec, jednak wrosły w polskość bardziej niż plejada sprzedawczyków przychylających nam nieba od niemal już stu lat. Przykłady takie idą w co najmniej tuziny. Anders, Unrug, Maczek - owszem, nazwiska z kręgu wojskowości, ale przecież zweryfikowane w czas próby pierwszorzędnie. Któż dziś z tych tylko, co się mienią "-ski" przeszedłby egzamin WSTĘPNY do takiej próby...
    Dodaj odpowiedź 7 0
      Odpowiedzi: 2
    • pomidorowe oczy IP
      Dziękuję za ten artykuł. Sztuki plastyczne w Polsce mają mało interesantów, choć niekoniecznie małą tradycję. Matejko jest warsztatowo ciągle niedoceniany.
      Jeśli mogę coś dodać, to tylko tyle, że był strasznie nielubiany za swoją szczerość - arcy niepoprawną politycznie. A szkoda, bo może byśmy pewnych błędów nie powtórzyli.
      Dodaj odpowiedź 10 0
        Odpowiedzi: 0
      • sikorka bogatka IP
        Treść została usunięta
        Dodaj odpowiedź 3 11
          Odpowiedzi: 1