XIX wiekZagadka „Stańczyka”. Dlaczego Matejko „pomylił” tak ważną rzecz?

Zagadka „Stańczyka”. Dlaczego Matejko „pomylił” tak ważną rzecz?

Dodano 3

Tak jak w czasach, o których traktuje „Stańczyk” Polacy nie rozumieli nadchodzących zagrożeń dla swojego państwa, tak i obraz ten nie był zaraz po jego namalowaniu właściwie rozumiany, ba, nawet nie został doceniony jako dzieło sztuki, choć recenzje zaraz po publicznym pokazie miał pozytywną. Stał się później przedmiotem loterii, którą przeprowadziło Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. Wygrał obraz niejaki obywatel Korytko. Powiesił byle gdzie, w jakiejś wilgotnej suterynie, czasami wycierał ostrą szmatą, czyniąc płótnu masę szkód. Po latach powrócił do Krakowa i tam został poddany konserwacji. W 1881 roku, gdy Matejko już był sławny, obraz został wysłany do Paryża, a tam kupił go nieznany z imienia Józefowicz z Warszawy, który później odsprzedał kolekcjonerowi hr. Korwin Milewskiemu. Ten wiele lat później wyprzedaje swój olbrzymi zbiór polskiego malarstwa. Dzieło trafia do Muzeum Narodowego w Warszawie. W czasie II wojny światowej obraz zaginął na wiele lat. Odnaleziony w ZSRR, rewindykowany w 1956 roku, znalazł ponownie swoje miejsce w warszawskim muzeum, gdzie piszący te słowa wielokrotnie się w niego wpatrywał i wpatrywać jeszcze będzie. W te smutne i zaniepokojone oczy, zatroskaną, mądrą twarz, której Mistrz Jan nadał własne rysy.

Czytaj także:
Okrutny mord na polskim królu

Maria Szypowska: „Stańczyk. Trefniś. Igraszka losu. Błazen w czerwonej sukni. Obraz, który stał się jednym z wielkich nauczycieli narodu”.

I tym pięknym cytatem powinienem opowieść o tym obrazie zakończyć. Jednak jest jeszcze kilka „ale”. Jeżeli Matejko się nie „kopnął” w tytule dzieła, to na czym ta syntetyzacja w tym wypadku miała polegać, że użył imienia Bony? Przecież mógł dać w tytule imię Barbary, ówczesnej żony Zygmunta Starego i byłoby po sprawie. Jednak nie dał. A pamiętajmy, że jest to tytuł autorski. Może Bony po prostu „nie lubił” jak wielu historyków tamtych czasów, a może obarczał późniejszymi niepowodzeniami Polski? We wszystkich starszych opracowaniach spotykamy się z takim wprost stwierdzeniem, że leżący na stole list powiadamia o stracie Smoleńska w roku 1514. Jednak gdy odczytamy dokładnie datę, a jest dobrze widoczna na obrazie, MDXXXIII, czyli rok 1533, to w ogóle tracimy orientację. Czy dbający o szczegóły historyczne Mistrz mógł się pomylić z tą datą, gdyż np. „przemalował” jakiś stary list, do którego miał dostęp? Wątpię. To dlaczego wstawił datę 1533, która nie miała nic wspólnego z utratą Smoleńska? Na ten temat także są snute różnie koncepcje, jednak nie będę się o nich rozwodził, gdyż często pochodzą od tych, co twierdzą, że Matejko był ezoterystą czy okultystą i zostawiał na swoich dziełach różne ukryte przekazy. Będąc tylko i wyłącznie popularyzatorem polskiego malarstwa, nie czuję się na siłach drążyć tego tematu, jednak koniecznym wydaje się jego zasygnalizowanie.

Spójrzmy jeszcze raz na obraz. Za plecami błazna w oknie widzimy kometę. Ogólnie przyjmuje się, że kometa jest symbolem nieszczęścia. Kometa o nazwie C/1533/M1 faktycznie widoczna była na niebie w roku 1533, stąd jej nazwa. Może więc malarz wiedząc o tym z pełną świadomością zapisał na liście ten właśnie rok. Ale dlaczego? Może dlatego, że w tymże roku Zygmunt Stary planował już wojnę z Rosją? Owszem, rozpoczęła się ona w roku następnym, ale kiepsko niestety nam poszło.

I ostatnia już koncepcja „co autor miał na myśli”. Przedstawia ją w biografii Matejki Henryk M. Słoczyński. Autor wątpi, że „malując Stańczyka twórca miał w ogóle rozrachunkowe zamiary, a zwłaszcza by miało one skonkretyzowany wymiar społeczny. (…) Jeżeli Stańczyk jest bodaj najbardziej przejmującym obrazem Matejki, to dlatego, że twórca zawarł tam prawdę o odczuciu własnej kondycji, a tę określały osobiste zawody i lęk przed przyszłością, a nie prorocza czy zracjonalizowana dalekowzroczność”. Pisząc o „osobistym zawodzie” autor odnosi się do odrzucenia wówczas przez Teodorę, późniejszą żoną artysty, jego zalotów. Powołuje się także na jednego z niemieckich uczonych, który analizując to dzieło malarskie uznał, że „jego ideą jest motyw bohatera szukającego właściwej drogi życia, wzbogacony o brzemię, jakie stanowi historia i jej nieuchronny tok”.

Mamy więc do wyboru kilka koncepcji powstania „Stańczyka”, a zapewne nie wszystkie tutaj przedstawiałem. Możemy wybrać tę, która do nas najlepiej przemawia albo zastosować się do propozycji Waldemara Łysiaka, który uważa, że „dawanie dzisiaj Stańczykowi pełnego tytułu – z tym balem u Bony – nie jest konieczne, bo wprowadza trochę zamieszania” lub poszukiwać samemu, gdyż pięknym jest, że pewna część dzieł sztuki tworzonych prze wieloma latami jeszcze do tej pory kryje w sobie tajemnice.

Stańczyk, 1862 rok, olej/płótno; 88 cm × 120 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie.

Czytaj także

 3
  • Zxcvb IP
    Bona była wspaniała. Stańczyk również. Pomimo różnic obie te wybitne jednostki widziały dalej niż reszta. Stańczyk wiedząc o upadku Smoleńska się trwoży gdyż wie, że Ruś Moskiewska staje się potęgą. Bona znana ze swych antyniemieckich poglądów namawia swego męża króla Zygmunta Starego na wcielenie Prus do Polski, przestrzega przed Habsburgami. I niestety się nie myli w ocenach.

    Dwie wybitne jednostki. Bona przerastała swego męża i syna o głowę.
    Dodaj odpowiedź 7 0
      Odpowiedzi: 0
    • zxcvb IP
      To w końcu jakie jest wytłumaczenie ?
      Na wiki znalazłem tylko, że w 1533 roku podpisano pokój wieczysty z Turcją. Może to jest odpowiedź?
      Dodaj odpowiedź 2 0
        Odpowiedzi: 0
      • Historyczka IP
        Nie wiedziałam o tym, ciekawa historia.
        Dodaj odpowiedź 8 0
          Odpowiedzi: 0